wtorek, 14 maja 2013

Rozdział II

Ujrzałem jak wyrywa loczkowi pistolet z rąk. Byłem wystraszony, moje oczy spoczywały na chłopaku, o dokładnie ułożonych włosach. W moich oczach było widać strach. Nie wiedziałem co się dzieje, gdy nagle ochrypły głos wyrwał mnie z rozmyśleń.
-więc kim jesteś? - spytał zaciekawiony zielonooki chłopak, który spoglądał na mnie z zaciekawieniem.
Trochę się zdenerwował, gdy nie dostał odpowiedzi na zadane wcześniej pytanie. Zostałem ukarany, uderzył mnie w brzuch, z czego jąkłem z bólu. -Masz zamiar odpowiedzieć? - Zapytał ponownie. Nie mogłem wydusić słowa z tego bólu. Byłem skulony na chodniku, zimny wiatr okrywał moje ciało. Gdy ból trochę ustąpił, wstałem i zacząłem mówić.
-N... Niall. Niall Horan- Wyszeptałem pod nosem.  Na co loczek pokręcił głową, uniósł kącik ust do góry i zmierzył mnie od góry do dołu. Wciąż trzymałem się rękoma za brzuch, robiąc grymas. Ciemnooki chłopak zaszywał mnie wzrokiem raz z stojącym obok niego loczkiem. Czułem się nie swojo, powiem szczerze. Chłopak z burzą loków skinął głową do grupy, po czym odeszli, zniknęli z horyzontu widzenia. Spojrzałem, został on, podał dłoń w moim kierunku lekko się uśmiechając.
-Zayn, Zayn Malik. - rzekł wystawiając przy tym rząd białych ząbków. Ścisnąłem lekko jego rękę i namalowałem lekki uśmiech na swojej twarzy. Miałem trochę nie wyraźną minę, wciąż mnie bolał brzuch.
-Ten w lokach to Harry, nasz szef- dodał szybko, a ja kiwnąłem głową w górę i w dół. Zauważyłem, że Zayn nadal ma spluwę, przełknąłem gulę, która siedziała mi w szyi, a w duszy przekląłem. Trochę zdziwiło mnie to, gdy ciemnooki chłopak rzucił pistolet na trawę, tak jak by czytał w moich myślach. 

-Miły wasz ten szef- i weź tu wyczuj sarkazm bejbe.
-Tak tak wiem- Odpowiedział, wzrok spuścił na chodnik, tak jak by go zaczął bardziej interesować.
-Spokojnie nie musisz się wstydzić za jego zachowanie -Jego wzrok szybko odnalazł moje błyszczące niebieskie oczy, uśmiechnął się lekko podrygując lekko. Odwzajemniłem uśmiech, gdy zobaczyłem rumieńce na jego policzkach, miały odcień mocnego różu, gdy odwzajemniłem uśmiech, a jego wzrok ponownie wrócił na chodnik.
-Coś ci jest um... Zayn? - spytałem, bo trochę ta sytuacja mnie przerażała.
-Nie nie nic- wymamrotał w śmiechu ciemnooki.
-No em okej -palnąłem ni skąd ni z owo.
-Więc.. wybierasz się do szkoły? - spytał się, po chwili znów opuścił wzrok, jak zdał sobie sprawę jakie pytanie zadał. Nie powiem, że nie rozbawiło mnie ono. Zayn spojrzał na mnie swoimi wielkimi brąz oczami i walnął mnie lekko w ramię, uśmiechając się, gdy ja już nie mogłem wytrzymać z śmiechu.
Po krótkiej minucie wydusiłem z siebie jakieś słowa.
-Tak. Tak Zayn idę do szkoły. - Zaśmiałem się znów.
-Przepraszam.- Powiedział, moje oczy wyszukały jego, moja buzia zrobiła kształt  :,, o '' . Nie wiedziałem za co mnie przeprasza, za  jego szefa, czy za pytanie zadane chwilę wcześniej.

-Za co? - odparłem szybko.
-Za szefa.- wymamrotał cicho pod nosem, po czym lekko krzywił się.
-Ależ nie ma za co, ja dziękuję ci za ocalenie mojego życia. -Rzekłem w jego stronę i przytuliłem go mocno.
To śmieszne nieprawdaż? Bandzior ratuję mi życie, oraz przeprasza za zachowanie szefa gangu.
-Nie ma za co- powiedział i położył swoje dłonie na dolnej części pleców.
Było w nim coś takiego, co nie można było opisać. Był członkiem gangu, a nie było widać tego po jego, teraźniejszych czynach. Myślałem nad tym, gdyby tam go nie było. Zginął bym, ale on mnie uratował.
Jest takim jak by aniołem, ale co taki anioł jak on robi w gangu? . Spojrzałem w jego stronę rzucając uśmiech na twarzy. Szybko wymamrotałem ciche słowa, pod nosem.

-Jak to jest, że wstąpiłeś do gangu
-Um, że co Niall ? - spytał się, chyba nie dosłyszał, ale głupio było mi się tak pytać o to, jak to wszystko się zaczęło. potrząsłem głową, spojrzałem w jego oczy.
-Jak to jest, że wstąpiłeś to tego gangu. - powtórzyłem. On zrobił wielkie oczy, przez chwilę spojrzał na swoje buty potem na mnie. Ja zacząłem bawić się nerwowo opuszkami swoich palców.
-Zaczęło się od dnia, gdy miałem 10 lat. - zaczął mówić.- Wróciłem z szkoły do domu, gdy zobaczyłem otwarte drzwi, szeroko.   Podbiegłem, moje serce biło szybciej.
Wszedłem do domu i ujrzałem, swoją mamę na ziemi, martwą. Podbiegłem do niej, ujrzałem napis gangu. Po prostu nie mogłem wytrzymać z złości, wziąłem pistolet i poszedłem sam do nich. Miałem 10 lat, co taki 10 latek może wiedzieć o gangach?
Zabiłem tamtych ludzi, od tamtego czasu zapisałem się do gangu Harrego- Otworzyłem usta i zakryłem je ręką, na wypowiedziane słowa Zayna. Teraz rozumiem, chcę mścić się za to co zobaczył kilka lat wstecz. Odkryłem usta.
-a tata? -na słowa skrzywił się lekko. Ja aby poklepałem go po ramieniu- jak nie chcesz nie musisz mówić.
-Nie nie- odepchnął moją rękę- Tata siedzi w więzieniu. Robił lewe interesy po bokach. Byłem, aby ja, Sam.
-J.. Ja przepraszam- Było mi głupio za zadane chwile wcześniej pytania. Ciemnooki pokiwał głową i przytulił się do mnie mocniej.
Zadrżałem, gdy jego dłonie powędrowały w dół krzyża. Swoje dłonie położyłam na jego plecach. Poczułem jak swoją twarz wtula się w moje ramie, po chwili poczułem na ramieniu ciepło, po chwili czułem łzy. Nie wiedziałem co się dzieję, położyłem odruchowo rękę na jego głowie i zacząłem gładzić jego włosy.
-Spokojnie Zayn. Jest dobrze- słowa szybko wypływały z moich ust.- Jestem tutaj.-Szczerze mówiąc sam nie wiedziałem co mówię.
Po kilku minutach rozpaczy ciemnookiego, przestał. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Wytarłem jeszcze jego małe łezki wypływające z oczu i odwzajemniłem uśmiech.
Już dobrze - powtórzyłem i uśmiechłem się, gdy zayn wystawił swoje ząbki na wierzch.

piątek, 10 maja 2013

I Rozdział


  Obudziłem się. Spojrzałem na zegarek, była godzina 8:15. Znów przyśnił mi się on. Te sny są co raz to bardziej prawdziwsze. I zawsze kończy się na tym samym. Podszedłem do niego, a on szepnął mi w ucho czułe ,, Kocham Cię ''. Wstałem i ruszyłem w stronę łazienki, aby móc ogarnąć swój sobotni, poranny nie ład. Wszedłem pod prysznic. Na moją głowę spadały krople wody. Zdecydowanie kochałem kąpiel z rana.
Oczyszczała mnie z wszystkich złych myśli. Wyszedłem z pod prysznica i narzuciłem na swoje chude ciało ręcznik. Powoli i delikatnie wycierając tak, aby każde miejsce było suche. Nie lubię tego, gdy zakładałam jakąś rzecz, na mokre miejsce. Po starannym wytarciu, nałożyłem na siebie ciuchy. Wyszedłem z łazienki i kierowałem się w stronę torby szkolnej, aby móc spakować się na dzisiejsze lekcje.
Hmm... zobaczmy co my tutaj mamy. No tak 2 angielskie, Niemiecki  Matematyka, Geografia, Biologia i 2 Chemie.  Nienawidzę poniedziałków. Najgorsze lekcje jakie mogę mieć i to na starcie tego tygodnia. Ciekawe kto wymyślił ten zacny plan. Pewnie jakiś debil bez życia. Spakowałem się i zszedłem na dół, aby spożyć śniadanie uszykowane przez moją rodzicielkę. Zasiadłem do stołu, a na nim same pyszne rzeczy. Jeśli ojciec zaraz nie przyjdzie zjem je sam. On wie, jak i mama, że kocham jeść. Zjem wszystko i nigdy nie wybrzydzam.
-Kochanie proszę zejdź już.-Krzyknęła rodzicielka, po czym dodając żartobliwie- Bo nasz synek wszystko zje.- Nie lubiłem, gdy tak żartowała. Po prostu jem więcej niż oni, czy jest w tym coś śmiesznego? nie sądzę.
Spożyłem owe śniadanie, pożegnałem rodziców i wyszedłem do szkoły. Iż mam do niej daleko zawsze biorę słuchawki i zakładam na uszy. Oczywiście jak to u mnie leci Justin Bieber. Nie lubiłem chodzić do szkoły, muszę przedzierać się po zakamarkach. Nikt oprócz mnie tędy nie chodzi. Bo kto inny włóczył by się tutaj? tu są same szczury i śmieci. Ten nieprzyjemny odór i tak szaro. Najgorsze jest to, że przez drogę muszę minąć dzielnicę, gdzie zazwyczaj są strzelaniny. Zawszę się boję tamtędy iść. Zadajecie sobie pytanie- Dlaczego rodzice nie wiozą mnie do szkoły? - odpowiem na nie tyle, że oni nie wiedzą, że ich synek chadza po groźnych kątach. Gdybym im powiedział to by dali mi karę na dobre 2 miesiące, bez wychodzenia z domu. Tego chcę uniknąć. Chociaż lepiej by była taka wiadomość, niż o synie, który zginął przez głupotę. Właśnie doszedłem na tę ,,dzielnię''. Moje serce zaczęło szybciej bić, a w myślach najgorsze.
Horan kretynie wyłóż słuchawki z uszu! -usłyszałem głos. Tak jak rzekł, tak i zrobiłem. Było słychać jak tu jest spokojnie, ale to tylko haczyk. Gdy przejdzie jakaś nieznana osoba, od razu ją zabijają. To jest straszne. Moja Klatka opadała i wznosiła się nie spokojnie. Każdy odgłos poruszający trawą czy liśćmi, budził w krwi strach. Stanąłem bez ruchu, jak skała, na odgłos czyiś kroków. To było straszne, nie wiedziałem kto za mną podąża, a raczej było ich tam więcej. Moje serce biło nie spokojnie, gdy nagle jeden z nich odezwał się złowrogo.
-Gdzieś się wybierasz?- nie miałem ochoty odpowiedzieć. Bałem się nawet odwrócić. Poczułem ciężką dłoń na moim ramieniu.

Z łatwością odwrócił mnie, tak aby zobaczyć mój strach. Widać, że  
chłopak o ciemnych lokowanych włosach uśmiechnął się, widząc mnie wystraszonego i bezsilnego.
-Taki chłopczyk jak ty, sam tutaj. -zadrwił. zbliżył się do mojego ucha. Czułej jego ciepły oddech na mojej szyi, dodając- Już nie żyjesz.- Moje nogi odmówiły posłuszeństwa, na wypowiedziane słowa. On tylko pokiwał głową na boki, z uśmiechem na twarzy. Jak zabijanie człowieka może cieszyć, ja się pytam? Tacy ludzi powinni się leczyć, tak na głowę. Z myśli wybił mnie ochrypły głos - Jakieś ostatnie słowa? - Wypowiedział je bezpośrednio do mnie, patrząc w moje oczy. Ja, aby opuściłem wzrok na dół, gdy nagle z grupy wyszedł chłopak. Spojrzałem na niego skanując, każdy skrawek jego ciała. Miał na sobie brązowe rurki z białą koszulką. Jego włosy były idealnie ułożone  a jego oczy wybijały się z daleka. Ciemne i wielkie oczy, którymi spoglądał na mnie. Czułem się trochę dziwnie, szczerze mówiąc.

_____________________________Zayn____________________________

 Spojrzałem w dół, gdy zobaczyłem znajomą mi twarz. Nie mogłem pozwolić, aby Harry zabił go. Przecież codziennie przechodzi tędy. Widzę go i zawszę rozmyślam, jak taki chłopak, jak on nie boi się przechodzić tędy. Był taki niewinny, wystraszony a zarazem silny. Było w nim coś takiego sympatycznego.
Szybko wystąpiłem przed gang, obserwując blondyna. Mierzyłem każdy skrawek skóry, gdy napotkałem jego oczy. Były Niebieskie jak morze, mógł bym nawet rzecz, że z każdym narastającym go strachem robiły się coraz to ciemniejsze, oraz bardziej błyszczące. Spojrzałem na brutalną minę Hazzy, w ręku trzymał pistolet skierowany na blondyna, powoli i lekko zaciskał spust. Widać, że cieszyła go, reakcja blondyna. Siedział na chodziku nie ruszając się. Jakby wiedział, że gwałtowny ruch, lub próba ucieczki zakończy się śmiercią. Spoglądał raz na mnie, a raz na Loczka. Nie mogłem wytrzymać tego. Nie zauważyłem, gdy moja ręka powędrowała na spluwę. Zwinnie wyrwałem ją z rąk  Harrego. 

On oszołomiony spojrzał na mnie, nie wiedząc o co chodzi.
-Harry nie możesz.- Powiedziałem. sprzeciwiłem się naszemu szefowi. Nikt jeszcze tego nie zrobił, dlatego był w takim ogromnym szoku.
-Coś ty powiedział- Wymamrotał swoim ochrypłym głosem. Na jego twarzy szybko narysowała się złość.
-Nie możesz go zabić!- Powiedziałem stanowczo. Po chwili ciszy, dodałem- On codziennie tędy przechodzi - rzekłem. Harry spojrzał na mnie, z dziwną miną. Było można wyczytać, z niej, iż był trochę zaciekawiony skąd znam blondaska.